Nasz Kościół, nr 24 (09.05.2010r)

ZAMYŚLENIA NAD SŁOWEM BOŻYM

Słowa Ewangelii według świętego Jana:

Jezus powiedział do swoich uczniów: ”Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy w nim przebywać. Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca. To wam powiedziałem przebywając wśród was. A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem. Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat. Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie”.

Na kartach dzisiejszej Ewangelii słyszymy znamienne słowa Zbawiciela: Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam… Pokój- pokój ducha. Z tego pokoju rodzi się bowiem coś niesamowitego. Rodzą się dary, o których nie zdarzyło się nam nawet śnić. One bowiem wnoszą w życie człowieka wolność od lęku i trwogi. Dzięki nim tak naprawdę stajemy się wolnymi. Bardzo mocno przeżywali to pierwsi uczniowie Jezusa, pierwsze gminy chrześcijańskie. Jak troszczą się o ten pokój, żeby nie było zamętu. Wiedzą kto jest dawcą tego pokoju i na czym należy go opierać i budować. Dobrze się zasłuchali w to co Jezus do nich mówił. Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moja naukę. Tutaj tkwi wskazanie jak to przesłanie pokoju i radości realizować. Ta droga wiedzie poprzez Ewangelię Jezusa odczytywaną na co dzień, odczytywaną na nowo. Postaw sobie pytanie, kiedy ostatnio zatrzymałeś się dłużej nad tekstem niedzielnej Ewangelii? Zapytaj się kiedy ostatnio zerknąłeś, a może odkurzyłeś Księgę Pisma św., która stoi w Twoim domu na półce? Postaw sobie pytanie co Ciebie uderzyło w przesłaniu Jezusa, czy traktujesz je poważnie czy może z przymrużeniem oka? Tak, Jezus Książę POKOJU - ten POKÓJ przez Niego dany można budować tylko w oparciu o prawo Ewangelii, prawo wzajemnej miłości. I co więcej nie można czekać, aż inni zaczną. To do Ciebie dzisiaj należy zainicjowanie kręgu pokoju i radości.

Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka!

Ania

 

TEOLOGIA FONTANNY - CZYLI O BIERZMOWANIU

"W ostatnim zaś, najbardziej uroczystym dniu Święta Namiotów Jezus zawołał donośnym głosem: Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie - niech idzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Rzeki wody żywej popłyną z jego wnętrza. A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego" (J 7 37-39)

Woda żywa to Duch Święty, Jego Osoba i działanie. To Jego posyła Chrystus każdemu wierzącemu. Kiedy czytam ten tekst, wyobrażam sobie, jak strumienie wody żywej płyną z wnętrza Chrystusa, z Jego serca przebitego na krzyżu. Robi się z tego cała rzeka. Każdy może zaczerpnąć tej wody. A kiedy zaczerpnie, staje się taki sam jak Chrystus, z jego wnętrza wypływa woda żywa. I wyobrażam sobie, że taki chrześcijanin jest jak fontanna: otrzymuje wodę żywą, Ducha Świętego i natychmiast tę wodę oddaje. Strumienie wody żywej płyną z jego wnętrza. Nie pije po to, żeby ją w sobie magazynować -jak beczka, która tylko zbiera wodę. Jest jak fontanna: obecność Ducha Świętego, Jego działanie, Jego łaska wypływają z serca wierzącego. Ducha nie można zatrzymać dla siebie: mamy Go dokładnie na tyle, na ile obdarzamy innych. Po tym można rozpoznać, że żyjemy Duchem Świętym. Skoro mowa o wodzie, może się nam wydawać, że tekst św. Jana mówi o chrzcie. Proponuję jednak, aby przeczytać go jako tekst o bierzmowaniu. To jest dla wielu trudny sakrament, mało zrozumiały. Gdy myślimy o bierzmowaniu, to czasem pytamy: co ten sakrament nam daje? Wiadomo: chrzest czyni mnie chrześcijaninem, Eucharystia daje mi udział w Ciele Chrystusa, ale bierzmowanie? Jest to sakrament pełni. Ducha Świętego, ale co mi to daje? Tak postawione pytanie nie doprowadzi nas do zrozumienia. Trzeba się raczej zapytać: co INNYM daje moje bierzmowanie? Co daje innym fakt, że zostałem w Kościele namaszczony Duchem Świętym? Bo jestem bierzmowany nie tylko po to, żeby coś z tego mieć, ale przede wszystkim po to, żeby coś z tego mieli inni. Aby strumienie wody żywej popłynęły z mojego wnętrza, aby inni mogli się jej napić, jak z fontanny.

W bierzmowaniu Pan Bóg zaprasza człowieka do uczestnictwa w swoim dziele, w dziele Bożej miłości. Uczestniczymy w nim już od chrztu. Ale chrzest można porównać do takiej sytuacji jak wtedy, gdy byliśmy bardzo mali i rodzice karmili nas łyżeczką. Dawali nam jakieś papki, jakieś przetarte marchewki i tego typu rarytasy. Dostawaliśmy wszystko, co potrzebne, bez wysiłku, gotowe, na tacy. Ale tak nie może być zawsze. W końcu to się zmienia, musimy nauczyć się sami robić sobie kanapki. W życiu chrześcijańskim jest podobnie. W pewnym momencie Pan Bóg podchodzi do nas tak jak tata albo mama, która mówi: "Chodź ze mną do kuchni, upieczemy razem ciastka cynamonowe, bo są bardzo dobre do herbaty".

Pan nie da nam wszystkiego na tacy, tylko powie: "Chodź, zróbmy to razem!". Przez chrzest dostałem Ducha dla mnie, Pan Bóg mnie nakarmił swoją miłością tak, jak rodzice karmią niemowlaka: bez mojego udziału, bez wysiłku z mojej strony, dla mnie samego, żebym rósł. Bierzmowanie jest sakramentem, w którym Pan Bóg daje mi Ducha Świętego, abym uczestniczył razem z Nim w tym dziele, którego On dokonuje. Nie chce, żebym był tylko biernym odbiorcą tego, co mi daje. On traktuje człowieka bardzo poważnie, angażuje go w swoje dzieło, chce działać jego rękami, sercem, inteligencją. W obu tych sakramentach Bóg daje nam swojego Ducha, to znaczy swoją miłość. Tę miłość, którą Ojciec kocha Syna a Syn Ojca, miłość tak wielką, że aż jest Osobą: Duchem Świętym. Różnica polega na tym, że w bierzmowaniu otrzymujemy moc używania w pełni darów Ducha. To znaczy: darów Bożej miłości. Mówimy tradycyjnie w Kościele, że jest ich siedem: dar bojaźni Bożej, pobożności, dar wiedzy, dar męstwa, dar rady, rozumu, mądrości. Czym one są tak naprawdę? To takie właściwości, które absolutnie niezasłużenie są mi dane przez Boga i jednocześnie całkowicie należą do mnie. Pomagają spełniać moje powołanie chrześcijańskie, pozwalają lepiej słuchać Pana Boga, lepiej kochać innych i służyć. Można by je porównać do "kieszonkowego", które rodzice dają dziecku. Może wydawać te pieniądze w sposób wolny, a jednocześnie wiadomo, że zarobił je tata albo mama. Czasami z kieszonkowego dziecko kupi rodzicom jakiś prezent na święta - ale przecież te pieniądze ma od nich. Bardzo podobnie jest z darami Ducha Świętego. Otrzymuję je po to, żebym mógł przez nie kochać Boga i ludzi, żeby chwała Boża była coraz większa. Dary Ducha Świętego można porównać też do okularów. Człowiek, który kiepsko widzi, potrzebuje ich, żeby widzieć lepiej. Człowiek, który zgrzeszył bardzo często w wielu rzeczach nie dostrzega Pana Boga; potrzebuje czegoś, co tę jego krótkowzroczność naprawi, w jakiś sposób pomoże nadrobić ten brak. Co się stanie, jeśli nie będę tych darów używał? To samo, co z krótkowidzem, który bez okularów chce odnaleźć coś, co mu spadło na ziemię.

Tomasz Kwiecień, dominikanin

 

PREZENT NA PIERWSZĄ KOMUNIĘ

Wiadomo musi być taki aby dziecko zapamiętało na całe życie, tylko pytanie co ma zapamiętać? komputer?... za rok będzie już stary, rower? dobrze jak dwa lata wytrzyma, zegarek? nie bądźcie śmieszni nie te czasy... ale co ma zapamiętać? prezent?... ofiarodawcę? czy wydarzenie które on upamiętnia.

Z moich prezentów, które otrzymałem z okazji Pierwszej komunii do dzisiejszych czasów dotrwał tylko różaniec dawniej czarny dostojny dziś już wydarty tak, że drewniane koraliki są miejscami płaskie a rozlatujące się ogniwka poskręcane drutami. Pozostałe prezenty chociaż może na tamte czasy kosztowne i trudne do osiągnięcia okrył mrok zapomnienia. Mimo jednak że od tamtego okresu minęło bez mała czterdzieści lat swoją Pierwszą Komunię pamiętam jak dziś. Zapytacie co najbardziej utkwiło mi w pamięci z tamtego wydarzenia tu pewno wszystkich zaskoczę najbardziej zapamiętałem pośpiech i dbałość o to aby uroczystość była okazała i z należnym jej przepychem. Odnoszę wrażenie, że od tamtych czasów niewiele się zmieniło na lepsze, a wręcz sytuacja uległa jeszcze pogorszeniu. W obecnych czasach przerost formy nad treścią osiągnął wręcz gigantyczne rozmiary. Przygotowując to wydanie rozglądałem się po internecie szukając wątków na podstawie których mógłbym podzielić się z czytelnikami pięknem przeżycia tej uroczystości i o zgrozo!... stwierdziłem że 90% publikacji w tym względzie to oferty sklepów z pamiątkami, agencji fotograficznych, restauracji organizujących przyjęcia komunijne itp. a o pozostałych dziesięciu lepiej nie wspominać. Biznes jest biznes, karuzela nakręcania interesu porównywalna jest tylko z nagonką jaką przerabiamy ostatnimi czasy co roku przed świętami Bożego Narodzenia. Ludzie!!! czy wy nie potraficie się po prostu cieszyć tym że wasze dzieci, czy też dzieci waszych bliskich przyjmują po raz pierwszy Jezusa do swojego serca? Myślę że taka z serca płynąca radość była by dla dziecka najlepszym prezentem i jeszcze jedno podarujmy naszym dzieciom (nie tylko przy okazji Pierwszej Komunii) to co mamy najcenniejszego i czego zawsze nam dorosłym brakuje a czego nasze pociechy od nas często oczekują. Podarujmy im chociaż odrobinę naszego cennego czasu. Dawniej dzieci z okazji I Komunii otrzymywały zegarek, odnoszę wrażenie że do tego zwyczaju należało by powrócić tyle że z drobną modyfikacją, zegarek należało by wręczać zabieganym rodzicom aby im przypomnieć, że czas poświęcony na przebywanie z nim, czy też na wspólną rozmowę z dzieckiem nie jest czasem straconym i w przyszłości może przynieść więcej pożytku niż najdroższe prezenty.

Jarosław Błażusiak

"Dzieci są nadzieją, która rozkwita wciąż na nowo, projektem, który nieustannie się urzeczywistnia, przyszłością, która pozostaje zawsze otwarta".