Nasz Kościół, nr 29 (13.06.2010r)

ZAMYŚLENIA NAD SŁOWEM BOŻYM

Słowa Ewangelii według świętego Łukasza:

Jeden z faryzeuszów zaprosił Jezusa do siebie na posiłek. Wszedł więc do domu faryzeusza i zajął miejsce za stołem. A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła oblewać Jego nogi i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem. Widząc to faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: ”Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą”. Na to Jezus rzekł do niego: ”Szymonie, muszę ci coś powiedzieć”. On rzekł: ”Powiedz, Nauczycielu”. ”Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który więc z nich będzie go bardziej miłował?”. Szymon odpowiedział: ”Sądzę, że ten, któremu więcej darował”. On mu rzekł: ”Słusznie osądziłeś”. Potem zwrócił się do kobiety i rzekł Szymonowi: ”Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje”. Do niej zaś rzekł: ”Twoje grzechy są odpuszczone”. Na to współbiesiadnicy zaczęli mówić sami do siebie: ”Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza?”. On zaś rzekł do kobiety: ”Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju”.

Niech w klimat naszego Zamyślenia wprowadzi nas pewna krótka opowiastka: Znanego z uczoności rabina nagabywali wciąż Żydzi, aby im wytłumaczył, dlaczego Mesjasz wciąż nie nadchodzi. Rabbi odpowiadał najpierw cytatem biblijnym: "Dlaczego syn Jessego nie przyszedł na ucztę ani wczoraj ani dziś", a potem zaraz dopowiadał: "bo dziś jesteśmy tacy sami jak wczoraj". Tak, nawrócenie to zmiana, to przemiana i zawiera w sobie ona konkretne elementy. W zachowaniu faryzeuszy można dostrzec elementy, które nie pozwolą człowiekowi nigdy się zmienić - czytaj i patrz - nawrócić. Najistotniejszym elementem nawrócenia - przemiany jest przyjście do Jezusa. Kobieta bardzo dobrze to zrozumiała. Nie zważając na reakcje tam obecnych staje przed Jezusem, nie zrażają ją komentarze i drwiny wygłaszane za jej plecami. Spójrzmy z czym przychodzi owa kobieta do Jezusa. Przychodzi ze swoją grzesznością, ale zarazem wielką skruchą, uznaniem swojej winy i grzeszności czego wyrazem są łzy. Ale przychodzi z czymś jeszcze - olejek alabastrowy jest tu symbolem wielkiej miłości. Ofiaruje, namaszczając Jezusowi nogi, coś bardzo drogocennego. Przemiana - nawrócenie zakłada miłość. Jest ona podstawowym warunkiem szczerego spotkania Pana w nawróceniu. Jezus bardzo mocno to podkreślił w trakcie rozmowy z faryzeuszem Szymonem. I jeszcze jedno, popatrzmy co Jezus mówi do kobiety - twoja wiara Cię ocaliła idź w pokoju! W nawróceniu trzeba przyjść do Jezusa z miłością, całym sobą. Wejść w kontakt z Nim, z tym co jest w nas piękne i z tym wszystkim co jest w nas słabe, brudne, co nas przerasta, co jest chore. Właśnie to wszystko potrzebuje uzdrowienia wewnętrznego. I to jest sprawa wielkiej miłości jak u owej kobiety. Jednak ta wielka miłość musi być połączona z naszą wielką wiarą, że Jezus jest Synem Bożym i On może nas uzdrowić, dokonać w nas nawrócenia.

 

CZERWIEC CZASEM ADORACJI CZYLI SŁOWNIK WYRAZÓW WSPÓŁCZESNYCH

Czerwiec w latach mojej ciągłej młodości był zawsze miesiącem adoracji Najświętszego Serca Pana Jezusa. Obowiązkowe litanie popołudniowe u Sióstr Elżbietanek stały się tak oczywiste, jak dziś przeglądnięcie.

"Czasy się zmieniły” – usprawiedliwienie samolubnych postaw większości społeczeństwa, pozbawionego podstawowego systemu wartościowania, utraconego w wyniku zachłyśnięcia się tak zwanym konsumpcjonizmem. W czerwcu bieżącego roku adorujemy cztery wydarzenia dominujące współczesne postrzeganie świata. Choć czas tak szybko teraz biegnie, że nie można wykluczyć pojawienia się kolejnego meteorytu, który będzie dziś wielkim wydarzeniem a jutro już nikt o nim nie będzie pamiętał.

„Czas tak szybko teraz biegnie” – określenie używane potocznie dla podkreślenia swojego zaniedbywania fundamentalnych obowiązków homo sapiens, jak modlitwa, niedzielna liturgia, więzy rodzinne, etc. Wyjątkowo usłużne na potrzeby telewizyjnych gadających głów i innych wszechwiedzących.

A więc:

„nigdy nie zaczynaj zdania od ‘a więc’” - mawiała moja polonistka rugająca kolegę z podwórka za posługiwanie się w szkole gwarą śląską, którą potem spotkałem jako współzałożycielkę Związku Górnośląskiego Katastrofa

Opublikowano wreszcie to, na co podobno wszyscy czekali. Zapowiadano szumnie, że wycięte zostaną „fragmenty intymne”. Że niby może być modlitwa, że niby można wspomnieć bliską osobę niekoniecznie z formalnego związku, itp. A tu najpopularniejsze polskie słowo rozbija mydlaną bańkę. Znów niedobrze, niepublikowano jeszcze czegoś tam, ale dalej wszyscy na to czekamy.

Popiełuszko

Nie chcę się powtarzać, więc tym razem tylko refleksja nad kazaniem Bł. Ks. Jerzego sprzed 27 lat! Bolały nas wtedy dodatkowe etaty, by związać koniec z końcem i praca w niedziele, kosztem Boga i rodziny. A mówią, że czasy się zmieniły.

Mundial

Oczywiście znów bez naszych. To ciekawa prawidłowość, że gdy polscy piłkarze wygrywają, to MY wygrywamy, gdy zaś przegrywają – to ONI. Jak w starym góralskim dowcipie o bacy prawiącym ludowe prawdy swojej Marynie (nie do powtórzenia na tych łamach). Tym razem nie będzie tego dylematu. Trzeba po prostu kibicować, najlepiej komuś z naszej półki – czy Ghana może być mistrzem świata?

Wybory

Wybory wygrywają… sondaże. Jak bardzo idealny nie byłby nasz kandydat, i tak nie będziemy na niego głosować, bo sondaże nie dają mu szans. Liczy się dwóch, więc wybór jest jakby prostszy. Oczywiście, zawsze można zagłosować na pana X, żeby tylko pan Y nie wygrał. Jeśli w ogóle ktoś się pofatyguje do urny (bardzo znamienna nazwa, nieprawdaż). Ale to jak umycie rąk a zarazem danie sobie prawa do krytyki wszystkich i wszystkiego. Czytaj: ja to bym im dopiero pokazał, przecież jestem najlepszym mechanikiem, jak trzeba lekarzem, no i przede wszystkim politykiem. Ile z siedmiu grzechów głównych popełniamy? A niby nic – ot, wybory.

Jan Wywiórka


CHRZEŚCIJAŃSKIE CENTRUM WOLONTARIATU

Diecezjalne Centrum Służby Rodzinie i Życiu i Fundacja „Dla Rodziny” rozpoczynają projekt pod nazwą „Chrześcijańskie Centrum Wolontariatu”. Ma on na celu pozyskanie i wyszkolenie wolontariuszy, którzy podejmą pracę z konkretnymi rodzinami. Projekt obejmuje w pierwszym etapie Sosnowiec, ale w miarę rozwoju chcemy go rozszerzać na inne rejony i miasta naszej diecezji.

Zadaniem Chrześcijańskiego Centrum Wolontariatu jest pozyskiwanie i kształcenie wolontariuszy, którzy następnie będą podejmować posługę dla konkretnych rodzin w okolicach swojego miejsca zamieszkania. Każdy Wolontariusz przed podjęciem zadań będzie do ich wykonania przygotowany pod względem merytorycznym poprzez bezpłatne szkolenia prowadzone przez specjalistów. Głównymi zadaniami wolontariuszy będzie pomoc rodzinom, które tej pomocy najbardziej potrzebują: osobom starszym w rodzinach, rodzinom z dziećmi niepełnosprawnymi, rodzinom wielodzietnym. Pomagać im będziemy poprzez spełnienie drobnych posług dnia codziennego: zakupy, pomoc w sprzątaniu mieszkania, pomoc w opiece nad dzieckiem, pomoc dzieciom w odrabianiu lekcji, proste zabiegi pielęgnacyjne – oraz przez obecność, rozmowę, uśmiech i akceptujące słuchanie. Każdy wolontariusz będzie wykonywał prace zgodną z jego dyspozycyjnością, predyspozycjami i umiejętnościami. Zapraszamy do współpracy!

Osoby, które chcą uzyskać pomoc, bądź chcą tę pomoc świadczyć prosimy o kontakt:

Chrześcijańskie Centrum Wolontariatu

Ul. Skautów 1 41-200 Sosnowiec

Tel: 32 269 51 70

poniedziałek – piątek godz.: 10:00 – 13:30

e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

www.rodzina.sosnowiec.pl


W CZYM DO KOŚCIOŁA

Aj ciepełko, wakacje lato, niedziela. Pospało by się jeszcze a tu już trzeba ubierać się do kościoła. Ba, tylko jak się ubrać żeby się nie rozgotować?

Rozpoczął się okres wakacyjny okres wyjazdów na wypoczynek zmiany swojego miejsca zamieszkania a co za tym idzie okresowej zmiany swoich obyczajów i przyzwyczajeń. Zmieniając swoje środowisko żyjemy w błogim przeświadczeniu, że nikt nas nie zna, w związku z powyższym nie obowiązują nas normy postępowania, które dotychczas akceptowaliśmy jako podstawę kulturalnego ubioru. Nie musimy świecić przykładem, oglądać się co powiedzą sąsiedzi innymi słowy pełny luz, wszystko wolno. Sąsiadów można zmienić, środowisko również ale Boga i Kościoła raczej się nie zmienia co za tym idzie wakacyjny wypoczynek nie zwalnia nas z zachowania określonych norm ubioru w miejscach kultu jakimi są kościoły. Dotyczy to nie tylko mszy niedzielnej ale również tak zwanego "zwiedzania" kościołów w okolicy w której przebywamy. Kościół to nie plaża, nie idziemy tam się opalać więc nie musimy wystawiać na widok publiczny znacznej części naszego kochanego ciałka. W niektórych świątyniach (zwłaszcza tych gdzie ruch turystów jest znaczny) istnieją służby odpowiedzialne za "delikatne" wyproszenie ze świątyni osób nieodpowiednio ubranych. We Włoszech mimo upalnego klimatu nie wejdziemy w krótkich spodenkach ani do Bazyliki Św. Piotra w Rzymie ani Św. Marka w Wenecji ani do wielu innych znanych Bazylik. Podobne normy zachowania obowiązują też w miejscach ogólnie uznawanych za miejsca publiczne takich jak teatry, restauracje, kina itd. Jest to pewną normą że wchodząc do instytucji związanej z kulturą staramy się wyglądać kulturalnie i nie widzimy w tym problemu. Czemu więc gdy ktoś zwrócił by nam uwagę na nieodpowiedni ubiór do przebywania w kościele lub nieodpowiednie zachowanie (np. żucie gumy) robimy minę obrażonej sierotki Marysi i traktujemy to jako zamach na naszą wolność oraz poczucie prywatności. Nie lubimy gdy ktoś na nas zwraca uwagę... ale co zrobić tym bardziej że gdy zapomnimy o jednym to złośliwość rzeczy martwych zaraz przypomni o sobie i o zgrozo w środku kazania nasz telefon komórkowy przypomni z hałasem że nie został wyłączony przed wejściem do kościoła. Nie życzę nikomu aby w czasie wakacji przydarzyła mu się sytuacja opisana w Ewangelii Mateusza 22. 11-13 "Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego? Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów"

Jarek Błażusiak

 

WSPOMNIENIE O KS. STANISŁAWIE WOJTUSZKIEWICZU

Ksiądz Stanisław Wojtuszkiewicz został proboszczem parafii św. Katarzyny w Grodźcu w 1991r. Z dużym zaangażowaniem „wszedł” w życie parafii poprzez zorganizowanie m.in. stałych nabożeństw do Matki Bożej Grodzieckiej, urządził Kaplicę dla Matki i Dziecka, patronował corocznym Dożynkom w Parku „Rozkówka” ze Mszą polową.

Dążył do zintegrowania mieszkańców Grodźca – dzięki staraniom księdza Stanisława powstało Towarzystwo Przyjaciół Grodźca w 1992r. - został jego honorowym prezesem. W tym samym roku , również jako opiekun Regionalnego Folklorystycznego Zespołu „Dorotka” z kapelą. Kapitalny remont Domu Katolickiego przyczynił się do ożywienia działalności kulturalnej, co również było dużą zasługą księdza proboszcza. Długo oczekiwaną przez parafian inwestycją było wybudowanie kaplicy cmentarnej.

Ks. Stanisław Wojtuszkiewicz patronował również sprawie odbudowy pomnika „Nieznanemu Żołnierzowi” - gdzie od roku 1997 odbywają się uroczystości 3-Maja i 11 -Listopada .

Ksiądz proboszcz Stanisław pozostanie w naszej pamięci jako człowiek, który wniósł w życie parafii dużo dobrych pomysłów i poczynań, jako organizator życia religijnego i społecznego w Grodźcu na przestrzeni prawie 20 lat.

 

"Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi"