przeczytaj o projekcie dofinansowanym z środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej
msze św w niedziele
msze św w tygodniu

Nasz Kościół, nr 533 (09.02.2020r)

ROZWAŻANIA NAD SŁOWEM BOŻYM

Słowa Ewangelii według świętego Mateusza:

Jezus powiedział do swoich uczniów: "Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też lampy i nie umieszcza pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu. Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie".

Najgłębsza ciemność w ludzkim sercu to egoizm i nieczułość. Czynią one człowieka więźniem duchowych mroków, nawet jeśli błyszczy on słowem i mądrością. Jezus Chrystus, umierając za nas na krzyżu, zapalił ogień miłości, zdolny rozproszyć wszelką ciemność. Stał się dla nas wcieloną troską i miłosierdziem Boga. Blask bijący od krzyża rozprasza mroki naszego egoizmu, życia dla siebie, i wypełnia nasze serca miłosierną miłością. Sprawia że światło jaśnieje w ciemnościach, a ciemność staje się południem.

Wojciech Jędrzejewski OP

 

WYBUCH II WOJNY ŚWIATOWEJ OCZAMI DZIECKA CZ.II

Powożenia podjął się Bolesław Mucha, który zabrał ze sobą swoją żonę i dzieci. Moja mama także spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i przekonała tatę (Stanisława Pasternaka) aby również zabrał nas ze sobą - mnie i mojego brata Rudolfa . W ostatniej chwili wsadziłam do kieszeni płaszczyka mała lalkę, niedawno kupioną w Sosnowcu. Wyruszyliśmy w nocy z soboty na niedzielę ale z Zagłębia wydostać się już nie mogliśmy bo były pozrywane mosty na rzece Przemszy. Okrężnymi drogami poprzez Ogrodzieniec i Podzamcze dotarliśmy do Olkusza. Tam dołączyliśmy do licznych uciekinierów i cofających się oddziałów Wojska Polskiego. Tam też za odpowiednim potwierdzeniem udało się przekazać ten aparat jednemu z oficerów. Nad naszymi głowami pojawiały się niemieckie samoloty, zniżały lot i z karabinów maszynowych ostrzeliwały wojsko i ludność cywilną. Ludzie kryli się pod wozami, przydrożnymi drzewami i w rowach, z których już niektórzy się nie podnieśli. Mój brat także został zraniony jakimś odłamkiem w okolice krtani. Bardzo krwawił. Sanitariuszowi wojskowemu z trudem udało się zatamować krew poprzez założenie klamerek opatrunku. Po Miechowem na pociąg przewożący wojsko i ludność cywilną niemieckie samoloty zrzuciły bomby. Ciała zabitych, w tym dużo dzieci, rozrzucone zostały po pobliskich polach. Był to dla mnie – dziesięcioletniej dziewczynki wstrząsający widok. Końmi już dalej przejechać się nie dało, bo most był zbombardowany. Pan Mucha zabrał konie i wraz ze swoją rodziną zamierzał pojechać do wsi Dłużec, skąd pochodziła jego żona. Moja rodzina razem z Panem Kempą dotarła do wsi Bronowice. Przyjął nas sołtys do swojej chaty i nakarmił barszczem z ziemniakami. Na podłodze rozłożył snopki słomy, na której mieliśmy się przespać ale się nie udało. Hitlerowscy dywersanci wtargnęli do wsi i czyniąc okropny wrzask podpalali chaty. Chaty były drewniane i miały słomiane dachy. Ogień w mgnieniu oka ogarnął całą wieś. Płomienie sięgały aż do nieba a dym dusił gardła. Sołtys z płonącej już chaty wyprowadził nas do sadu i kazał uciekać w pole. Strasznie się bałam. W polach było ciemno ale od płonącej wsi biła gorąca łuna. Tato trzymał mnie kurczowo za rękę abym się nie zgubiła. Mama z rannym bratem podążała za nami. Przedzieraliśmy się przez jakiś zarośnięty cmentarz, ogromne połacie pola, w tym jedno ogrodzone drutem kolczastym. Właśnie o ten drut rozdarłam sobie nogę od kolana do kostki. Zapiekło, zaszczypało, poczułam ból i spływającą krew. Choć z natury byłam beksą wtedy nawet nie pisnęłam. Nad ranem dotarliśmy do małej chatki na niewielkim wzniesieniu. Wieś nazywała się (o ile dobrze zapamiętałam) Resiejów. Chata była jednoizbowa, ulepiona z gliny, z maleńkimi okienkami i paleniskiem w środku pomieszczenia. Wewnątrz ogromna bieda. Gospodarzami było małżeństwo z niemowlakiem i sześcioletnią córeczką, która nigdy dotąd nie widziała lalki. Bardzo ucieszyli się na widok srebrnej monety a mała z podarowanej lalki. Nakarmili nas kwaśnym mlekiem z ziemniakami i podpłomykiem. Nie było sensu iść już dalej, bo szosą oddaloną około 200 metrów od tej lepianki jechały opancerzone czołgi niemieckie w kierunku Kielc. Po jednodniowym odpoczynku postanowiliśmy wracać do domu. Z duszą na ramieniu dotarliśmy do Miechowa. Wojsko niemieckie nie legitymowało wracających uciekinierów. W Miechowie w szpitalu opatrzono mojemu bratu krtań a mnie skaleczoną nogę. Z Miechowa dotarliśmy do Dłużca stąd do Grodźca końmi dziedziczki Ciechanowskiej z państwem Muchami. Wcześnie rano, następnego dnia za sprawą pierwszych konfidentów niemieckich domy, w których mieszkaliśmy, zostały otoczone odziałem wermachtu i nikogo z tych domów nie wypuszczono na zewnątrz. Do naszego mieszkania, jak również do mieszkania Pana Muchy i Kempy bijąc kolbami w drzwi wtargnęli żołnierze wermachtu z karabinami w rękach. Poprzez polskiego tłumacza oznajmili, że z rozkazu władz niemieckich zostanie przeprowadzona rewizja. Mają szukać broni, którą przed opuszczeniem komisariatu miał przekazać oskarżonym komendant policji. Tylko dzięki temu, że w tym wermachcie służyli przymusowi żołnierze z Czech, Austrii i Śląska nikt tym razem nie został aresztowany. U nas rewizję przeprowadzało trzech żołnierzy a dowodził nimi austriacki oficer. Oficer ten nie tylko natknął się w szafie na dwa polskie sztandary, puszki, do których przed wybuchem wojny zbierało się datki na dozbrojenie wojska ale i rewolwer leżący w harcerskim berecie. Tato po wczorajszym powrocie do domu włożył ten rewolwer do szafy. Ten austriacki oficer udał, że tego nie widzi. Do mamy, która znała trochę język niemiecki powiedział, ze gdyby tę rewizję przeprowadzało gestapo lub SS, to nawet to dziecko- tu pokazał na mnie- poszłoby pod ścianę. Temu oficerowi po wojnie mój tato pomógł opuścić obóz jeniecki wcześniej od innych jeńców wojennych. Widokówkę z Wiednia, którą w podzięce przysłał mojemu ojcu, posiadam do dzisiaj. Jest dołączona do biografii moich przodków i rodziców. Te pierwsze rewizje przeprowadzone przez okupanta posiały strach wśród mieszkańców Grodźca. Ludzie zrozumieli, czym stanie się ich życie w okupowanej ojczyźnie. Posterunek policji objęli żandarmi a ci, co mieszkali w tej kamienicy, w której znajdowała się siedziba żandarmerii wiedzieli najlepiej co się tam działo. Wysiedlenia, aresztowania, krzyki torturowanych, krew w klatce schodowej i piwnicy, w której mieściła się cela więzienna. Ale to już inny temat – temat rzeka.

Janina Kozłowska

 

OCHRZCZENI

  • Hanna Ewelina GUBAŁA
  • Maria Urszula TARASIUK

 

ŻYCZENIA

Wszystkim obchodzącym w najbliższym tygodniu imieniny, rocznice urodzin i rocznice zawarcia sakramentu małżeństwa, życzymy szczególnego błogosławieństwa Bożego, opieki Matki Bożej, potrzebnych łask i wstawiennictwa św. Patronów

Życzy Redakcja NK

 

Redakcja: Jadwiga i Jerzy Wieczorek, Grzegorz Pieńkowski, ks. Piotr Pilśniak

E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Życzenia, artkuły oraz wiersze można przysyłać pocztą elektroniczną na adres NK.

Redakcja zastrzega sobie prawo wprowadzenia korekty nadesłanych tekstów.

Nr konta parafii: 42 2490 0005 0000 4500 3360 5563

"Miłość mi wszystko wyjaśniła, Miłość wszystko rozwiązała - dlatego uwielbiam tę Miłość, gdziekolwiek by przebywała..."